Jest taki notes, który noszę ze sobą wszędzie. Jest już wysłużony, poplamiony kawą i słoną wodą, a między jego stronami wciąż można znaleźć ziarenka piasku. Trzyma się dzięki naklejkom.

Kupiłam go kiedyś na lotnisku, gdy miałam za dużo czasu i zbyt wiele pomysłów, żeby pozwolić im uciec. Przypomina mi, że kreatywność nie potrzebuje idealnego momentu ani perfekcyjnego planu. Potrzebuje tylko miejsca, w którym może wylądować. Bo pomysły najlepiej łapać wtedy, gdy są jeszcze świeże, prawdziwe i nieoszlifowane.

Nieważne, czy później staną się strategią, historią czy czymś zupełnie niespodziewanym, wszystkie zaczynają się tak samo. Od iskry, która znalazła przestrzeń, by zaistnieć.

Ten notes jest moim małym miejscem na prawdę i kierunek. I jest w tym coś niemal magicznego, zaskakująco wiele zapisanych w nim rzeczy z czasem znalazło swoje odbicie w rzeczywistości.

✨ A jaka jest Twoja wersja „magicznego notesu”?

🌀 Gdzie rodzą się Twoje najlepsze pomysły?